NASZE PODRÓŻE

Morze

Morskie Oko

ZACZNIJMY OD POCZĄTKU


Wspomnienia.


17 styczeń 2009 r. wypad z dziewczyną na dyskotekę.
Fajna zabawa, a potem powrót do domu,
Dlugi i bolesny, bo trwający aż 224 dni...

18 stycznia to ważna data w moim życiu.
To dzień w którym coś się skończylo, a rozpoczęło się coś nowego. Coś czego ani ja, ani nikt z mojego najbliższego otoczenia nie znał i nie wiedział jak sobie z tym czymś nowym poradzić.
Wracając do domu potrącił mnie radiowóz w wyniku czego doznałem: silnego stłuczenia mózgu i pnia mózgu, złamania kości skroniowej i ciemieniowej po stronie prawej, złamania rzuchwy oraz złamania kości podudzia prawego.
Zaczęła się walka o życie.
Najpierw O.I.O.M. w Bełchatowie i ponad 70 dni niewiadomej.
30.03 przewieziono mnie do Bydgoszczy do Szpitala Uniwersyteckiego im dr Andrzeja Jurasza.
W klinice rehabilitacyjnej przebywałem 6 tygodni, a następnie od razu przejazd do Szpitala Wojskowego również w Bydgoszczy i tam 9 tygodni ciężkiej i bolesnej rehabilitacji i znów przejazd, tym razem na oddział rehabilitacji w szpitalu w Smukale (także Bydgoszcz) i kolejne 6 tygodni ciężkiej pracy.
Ból, cierpienie, walka z samym sobą. Odpoczywać czy walczyć?
Te myśli kotłowały się w mojej rozbitej głowie, ale nigdy nie było zwątpienia bo wybór był prosty: życie albo wegetacja.
Ja zawsze wybierałem życie i dziś wiem, że chociaż głowę miałem najbardziej potłuczoną to jednak wybierałem dobrze.
29 sierpnia to dzień mojego powrotu do domu.
Nareszcie u siebie i wśród najbliższej rodziny i przyjaciół.
Znów ciężka próba życiowa.
Rodzina owszem w komplecie ale gdzie koledzy i znajomi.
Było ich dużo więcej, a tu tylko kilku, ale to przecież nie ja schowałem głowę w piasek - moja choć obolała ale twardo siedzi na cieniutkim karku.
Muszę dużo jeść i dużo ćwiczyć aby kark był mocny i stabilny. Jeżdżę na rehabilitację do Bielska Białej, Bydgoszczy, Zgorzelca, Rept i Piotrkowa. Poznaję wspaniałych ludzi, wiem że warto jest walczyć o swoje życie.
Niepełnosprawność nie jest końcem świata, a człowiek jest silny gdy go otaczają ludzie mądrzy i wartościowi i ja tego dowiadczyłem.
Moja pasja to rower, komputer, ćwiczenia usprawniające i chęć pomagania innym. Wkrótce będę mógł się w tym sprawdzić.
Finansowo stoję bardzo cienko bo mam najniższą rentę inwalidzką i zero odszkodowania powypadkowego, a leczę się i rehabilituję z 1-go procenta i pomocy najbliższych.
Pewien lekarz, pułkownik ze Szpitala Wojskowego powiedział że i tak złożę się w scyzoryk, a ja chcę coraz lepiej i prościej chodzić, podnosić glowę do góry aby mu pokazać że jestem silniejszy od jego diagnozy.
Miało mnie nie być a jestem i mam nadzieję, że każdemu kto wyciągnie do mnie pomocną dłoń będę mógł osobiście powiedzieć:

DZIĘKUJĘ.


Pomóżmy Michałowi pokonać wszystkie przeciwności.

Aby tego dokonać wystarczy w rozliczeniu podatkowym
w miejscu odnośnie przekazania 1% podatku
wpisać nasatępujące dane:

Nazwa OPP- Fundacja "Nadzieja" Osób Poszkodowanych w Wypadkach Drogowych.
NR KRS-0000198280
KONIECZNIE z dopiskiem: na leczenie i rehabilitację Michała Ludwiczaka.