NASZE PODRÓŻE

OD MORZA DO MORSKIEGO OKA!


Michał wraz z przyjaciółmi pokonał trasę od morza do Tatr.
Choć do Morskiego Oka dotarł zmęczony, już zaplanował wjazd na Śnieżkę!
Niepełnosprawny 30-latek pokazał całej Polsce, że upór i determinacja pozwala pokonać największe trudności.
Choć pamiętnego 18 stycznia 2009 roku lekarze uważali, że po wypadku pozostanie on „warzywem”,
Michał w osiem dni zdołał przejechać rowerem trasę od morza po same Tatry.
Czytasz w ramach ograniczonego dostępu do bezpłatnych artykułów Dziennika Polskiego
Zawsze uśmiechnięty, pełen energii, zarażający entuzjazmem - taki właśnie jest 30-letni Michał Ludwiczak.
Bohater i wzór do naśladowania dla tysięcy niepełnosprawnych, ale i zupełnie zdrowych osób z całej Polski.
- Chciałem udowodnić, że osoba niepełnosprawna może realizować marzenia.>
Nawet po wypadku życie może być piękne!> - zapewnia.

Młody mężczyzna i grupa jego przyjaciół pokonali prawie 1000 kilometrów na rowerach - z Gdańska do Morskiego Oka. Podróż - mogło by się wydawać - banalna, jednak dla niego to podróż życia.

Pięć procent szans
Michał 18 stycznia 2009 roku uległ wypadkowi. Uderzył w niego rozpędzony policyjny radiowóz. 22-letni wówczas chłopak trafił do szpitala, a tam lekarze dali jego rodzicom zaledwie pięć procent szans, że syn dożyje do kolejnego tygodnia. Przeżył, ale medycy nie pozostawiali złudzeń. Twierdzili, że z tak poważnymi obrażeniami będzie „rośliną”. - Ja na szczęście tego nie słyszałem. Zapadłem w śpiączkę, w której byłem cztery miesiące - opowiada dziś Michał.
Po wybudzeniu i odzyskaniu świadomości nie załamał się. To nic, że ciało odmawiało posłuszeństwa. Uznał, że trzeba się brać do roboty i walczyć. I zaczęła się batalia o sprawność. Rehabilitacja i odkrycie
Michał całymi dniami się rehabilituje. Musi to robić w specjalistycznych ośrodkach, które opłaca z pieniędzy pozyskanych m.in. z jednego procenta podatku. Właśnie w ośrodku rehabilitacji w Bielsku Białej dokonał pewnego odkrycia.
- Przyjechali do nas producenci rowerów trójkołowych - poziomych, aby je nam pokazać - opowiada mężczyzna. - Gdy wsiadłem i przejechałem się na nim, zakochałem się w tej maszynie. Gdy byłem pełnosprawnym chłopakiem i jeździłem na zwykłym rowerze, takiej frajdy nie czułem. Teraz to było wyzwolenie - mówi przejęty.
Trzy lata temu rower stał się dla Michała sposobem na spędzanie wolnego czasu poza codzienną, żmudną rehabilitacją. Zaczął trenować i uczestniczyć w zawodach trójkołowców. Pojawiły się nagrody i marzenia, by ruszyć na rowerze w trasę.
Prezent na urodziny
Przyjaciele Michała z Kamieńska postanowili sprawić mu na 30. urodziny niezwykły prezent:zrealizować jego marzenie o podróży rowerem. Wiele miesięcy wcześniej zaczęli organizować rajd. W ramach akcji „Pokonać siebie” postanowili zebrać pieniądze na to przedsięwzięcie i dalszą, kosztowną re- habilitację Michała. Udało się.
- Wspólnie postanowiliśmy przejechać naszą piękną Polskę od morza do gór - wyjaśnia Jarosław Brzozowski, prezes stowarzyszenia „Aktywni Kamieńsk”.
Razem z Michałem zaczęli przygotowywać się do tego wyczynu. Niepełnosprawny mężczyzna od początku tego roku pokonał kilkanaście tysięcy kilometrów. Ostatnią fazą treningów były odcinki stukilometrowe, które wspólnie ze Stowarzyszeniem „Aktywni Kamieńsk” pokonywali w każdy weekend. - Dzięki temu nasza, a przede wszystkim Michała forma była doskonała - dodaje Marcin Jakóbczyk, rzecznik prasowy wydarzenia.
Trzeba było się dobrze przygotować. W czasie rajdu codziennie przez siedem dni chcieli pokonywać ponad 100 km. Celem przedsięwzięcia było pokazanie Polakom, że upór, deter- minacja, niepoddawanie się pozwala pokonać największe trudności. Michał w czasie trasy miał odwiedzić jeden z ośrodków rehabilitacji i podnosić na duchu tych, którzy są na początku trudnej drogi do samodzielności i sprawności.
- Byliśmy w jednym ośrodku, ale dla innych tego typu placówek przygotowywany jest film z naszego rajdu, będą więc mogli wszystko zobaczyć na własne oczy - stwierdza Jarosław Brzozowski.
Ekipa rajdu liczyła piętnastu uczestników, w tym grupa serwisowa. Wyruszyli w trasę 4 czerwca z Gdańska.
Podróż przez Polskę
Pierwszy etap rajdu prowadził przez Gdańsk Wrzeszcz, Pruszcz Gdański, Starogard Gdański do miejscowości Skrzynia we Wdeckim Parku Krajobrazowym. Dystans ten wynosił 96 kilometrów. Uczestnicy dawali sobie na pokonywanie kolejnych etapów po osiem godzin dziennie. Jechali przez Toruń, Włocławek, Gorzew pod Płockiem, Zgierz i Piotrkowską w Łodzi. Tam się zatrzymali i zrobili niewielki happening.
- Naszą akcję wsparła wokalistka Monika Kuszyńska, której bardzo dziękujemy - mówi Jarosław Brzozowski.
Z Łodzi ruszyli do Kamieńska, Wilamowic, Bielska-Białej, Czarnego Dunajca i do Zakopanego. Ósmego dnia jazdy, tak jak zaplanowali, dojechali do celu - do Morskiego Oka.
W słońcu i w deszczu
Po swym wyczynie już ochłonęli, ale wciąż wspominają najbardziej emocjonujące momenty. - Dla mnie fajne były wszystkie powitania po każdym z etapów, w każdej z miejscowości do której przyjechaliśmy - mówi wzruszony Michał.
Jarosław Brzozowski wspomina oberwanie chmury na trasie przed Łodzią: - Jeszcze rano, przed wyruszeniem w drogę, sprawdzaliśmy pogodę i wiedzieliśmy, że może nas złapać deszcz - opowiada. - Faktycznie trochę nas na trasie przemoczyło, ale 5 km do ośrodka, w którym spaliśmy, zaczęła się straszna ulewa.
Ponieważ i tak byli już mokrzy, zapadła decyzja, że nie przerywają rajdu, ale będą jechać dalej. - Michał miał okulary, ponieważ bez nich bardzo słabo widzi. W tej ulewie one stały się jednak bezużyteczne. On nic nie widział. Powiedziałem mu wtedy, że będę jechał obok i mówił mu, kiedy ma skręcać, kiedy omijać dziury. Jechaliśmy szybko, bardzo byliśmy już wychłodzeni i zmęczeni. Potem Michał powiedział mi, że już wie, jak to jest być niewidomym. Przeżył to przecież na trasie - wspomina Jarosław.
W ośrodku była szybka kąpiel, herbata z cytryną, spotkania z gospodarzami i mieszkańcami. Często rowerzystów witali burmistrzowie czy wójtowie. - Na każdym kroku spoty- kała nas ogromna gościnność i życzliwość. W wielu miejscach czekały na nas wspaniałe torty - opowiada organizator.
- Chyba przez te słodkości niewiele schudliśmy - śmieje się Michał. - Ja tylko 1,5 kg.
Na trasie dołączali do nich inni rowerzyści. Dzielili się wtedy na grupy, by nie przekraczać liczby 15 osób, aby kolumny były bezpieczne.
Kryzysy na trasie oczywiście się pojawiały. Bywało, że wyczerpanym kilkudziesięciu kilometrową trasą rowerzystom „odcinało prąd”. Wtedy ratowali się np. energetycznymi batonami albo kawałkiem tortu, który wcześniej dostali. Bywało, zwłaszcza na ostrych podjazdach w Tatrach, że jeden musiał pomagać drugiemu.
Finał i plany
Na mecie czekała na Michała uroczysta feta. Choć był potwornie zmęczony, szczęśliwy udzielał wywiadów i pozował do zdjęć. Wszystkim mówił, że życie jest piękne i warto pokonywać trudności. - Po rajdzie dwa dni odpoczywałem, a potem znów wsiadłem na rower. Ból nóg minął. Wróciłem też na rehabilitację do Bielska-Białej. Już planuję kolejne przedsięwzięcia, między innymi kolejny rajd rowerowy - zdradza Marcin Jakubczyk.
Jarosław Brzozowski zapowiada także, że we wrześniu razem z Michałem planują wjazd na Śnieżkę. Ponadto chcą przygotować się do podróży rowerowej po Europie.

Nad Morskim Okiem na Michała czekała telewizja TVN,
która zrobiła o Nim i o akcji taki oto reportaż:


…:::KONIEC:::...


A całe przedsięwzięcie udało się zrealizować dzięki finansowemu wsparciu:



















Pomóżmy Michałowi pokonać wszystkie przeciwności.

Aby tego dokonać wystarczy w rozliczeniu podatkowym
w miejscu odnośnie przekazania 1% podatku
wpisać nasatępujące dane:

Nazwa OPP- Fundacja "Nadzieja" Osób Poszkodowanych w Wypadkach Drogowych.
NR KRS-0000198280
KONIECZNIE z dopiskiem: 1% na leczenie i rehabilitację Michała Ludwiczaka.