Od Morza do Morskiego Oka
POKONAĆ SIEBIE 2017
Od Morza do Morskiego Oka





NASZE PODRÓŻE:























Nasza debiutancka akcja odbyła się
w 2017 roku.
W dniach 3-10 czerwca.




Podczas akcji przemierzyliśmy na rowerach
całą Naszą piękną Polskę.

"OD MORZA DO MORSKIEGO OKA".




















Po tym wyczynie taki oto artykuł o Michale napisala
Katarzyna Kachel.

(Czytasz w ramach ograniczonego dostępu do bezpłatnych artykułów Dziennika Polskiego.)

---------------------------------------

Michał udowodnił, że nie ma rzeczy niemożliwych.


Pokonał siebie!

Niepełnosprawny 30-latek pokazał całej Polsce,

że upór i determinacja pozwala pokonać największe trudności.

Choć jeszcze w styczniu 2009r. lekarze uważali, że po wypadku pozostanie on „warzywem”,

Michał pokazał swój waleczny charakter i w osiem dni zdołał przejechać rowerem trasę

od Morza do samiusieńkiego MORSKIEGO OKA..

Zawsze uśmiechnięty, pełen energii, zarażający entuzjazmem

-taki właśnie jest 30-letni Michał Ludwiczak.

Bohater i wzór do naśladowania dla tysięcy niepełnosprawnych,

ale i zupełnie zdrowych osób z całej Polski.

Chciałem udowodnić, że osoba niepełnosprawna też może realizować marzenia.

Nawet po wypadku życie może być piękne!-zapewnia.


Młody mężczyzna i grupa jego przyjaciół pokonali właśnie ponad 900 kilometrów na rowerach

- z Gdańska aż do Morskiego Oka.

Podróż -mogło by się wydawać - banalna, jednak dla niego to podróż życia.

Pięć procent szans.

Michał 18 stycznia 2009 roku uległ wypadkowi.

Uderzył w niego rozpędzony policyjny radiowóz.

22-letni wówczas chłopak trafił do szpitala,
tam lekarze dali jego rodzicom zaledwie pięć procent szans,

że syn dożyje do kolejnego tygodnia.

Przeżył, ale medycy nie pozostawiali złudzeń.

Twierdzili, że z tak poważnymi obrażeniami będzie „rośliną”.

(Michał) Ja na szczęście tego nie słyszałem. Zapadłem w śpiączkę,

w której byłem prawie cztery miesiące
- opowiada dziś Michał.


Po wybudzeniu ze śpiączki i odzyskaniu świadomości nie załamał się.

To nic, że ciało odmawiało posłuszeństwa.

Uznał, że trzeba brać się do roboty i walczyć.

Tak właśnie zaczęła się batalia o sprawność.

Mamy rok 2017, a on - dzięki pomocy rodziny oraz swojemu uporowi i determinacji

- może sam chodzić o kulach.

Wprawdzie jeszcze niezdarnie, ale ciągle nad tym pracuje.

Zaczął też mówić.
Mężczyzna nie tylko porusza się samodzielnie.

Kilka lat temu znalazł sobie hobby, które daje mu ogromną radość
i pozwala na spełnianie marzeń.

Rehabilitacja i odkrycie.


Michał całymi dniami się rehabilituje. Musi to robić w specjalistycznych ośrodkach,
które opłaca z pieniędzy pozyskanych min. z jednego procenta podatku.

Właśnie w jednym z nich dokonał pewnego odkrycia.

Byłem na rehabilitacji w Bielsku- Białym i właściciele tego Centrum zorganizowali

pokaz rowerów trójkołowych - poziomych, aby je Nam pokazać-opowiada mężczyzna.

Gdy wsiadłem i przejechałem się na jednym z nich, od razu zakochałem się w tej maszynie.

Gdy byłem pełnosprawnym chłopakiem i jeździłem na zwykłym rowerze, takiej frajdy nie czułem.


Teraz to było wyzwolenie, wolność - mówi przejęty.

Trzy lata temu rower stał się dla Michała sposobem na spędzanie wolnego czasu,

poza codzienną, żmudną rehabilitacją.

Zaczął trenować i uczestniczyć w zawodach trójkołowców.

Pojawiły się nagrody i marzenia, by ruszyć na rowerze w trasę.

Prezent na urodziny.

Przyjaciele Michała z Kamieńska postanowili sprawić mu na 30-ste urodziny niezwykły prezent:
zrealizować jego marzenie o podróży rowerem.

Wiele miesięcy wcześniej zaczęli organizować rajd. W ramach akcji „Pokonać siebie”.

Postanowili zebrać pieniądze na to przedsięwzięcie i dalszą, kosztowną rehabilitację Michała.

Udało się.

Wspólnie postanowiliśmy przejechać naszą piękną Polskę od morza do gór
-wyjaśnia Jarosław Brzozowski, prezes stowarzyszenia „Aktywni Kamieńsk”.

Razem z Michałem zaczęli przygotowywać się do tego wyczynu.

Niepełnosprawny mężczyzna od początku tego roku pokonał kilkanaście tysięcy kilometrów.

Ostatnią fazą treningów były odcinki stukilometrowe, które wspólnie ze Stowarzyszeniem
„Aktywni Kamieńsk” pokonywali w każdy weekend.

- Dzięki temu nasza, a przede wszystkim Michała forma była doskonała

- dodaje Marcin Jakóbczyk, rzecznik prasowy wydarzenia.

Trzeba było się dobrze przygotować.

W czasie rajdu codziennie przez siedem dni chcieli pokonywać po ponad 100 km.

Celem przedsięwzięcia było pokazanie Polakom, że upór, determinacja, niepoddawanie się

pozwala pokonać największe trudności.

Michał w czasie trasy miał odwiedzać ośrodki rehabilitacyjne i podnosić na duchu tych,

którzy są na początku trudnej drogi do samodzielności i sprawności.

- Byliśmy w jednym ośrodku,
ale dla innych tego typu placówek przygotowywany jest film z Naszego rajdu,

Będą więc mogli wszystko zobaczyć na własne oczy-stwierdza Jarosław Brzozowski.

Ekipa rajdu liczyła piętnastu uczestników, w tym grupa serwisowa.

Wyruszyli w trasę 3 czerwca z Gdańska.

Podróż przez Polskę.

Pierwszy etap rajdu prowadził przez Gdańsk Wrzeszcz, Pruszcz Gdański, Starogard Gdański
do miejscowości Skrzynia we Wdeckim Parku Krajobrazowym.

Dystans ten wynosił 96 kilometrów.

Uczestnicy dawali sobie na pokonywanie kolejnych etapów po osiem godzin dziennie.

Jechali przez Toruń, Włocławek, Gorzewo pod Płockiem,

Zgierz i Piotrkowską w Łodzi.

Tam się zatrzymali i zrobili niewielki happening.

Naszą akcję wsparła wokalistka Monika Kuszyńska,
której bardzo dziękujemy - mówi Jarosław Brzozowski.

Z Łodzi ruszyli do Kamieńska,
Wilamowic, Bielska-Białej, Czarnego Dunajca i do Zakopanego.

Ósmego dnia jazdy, tak jak zaplanowali, dojechali do celu - do Morskiego Oka.

W słońcu i w deszczu.

Po swym wyczynie już ochłonęli, ale wciąż wspominają najbardziej emocjonujące momenty.

Dla mnie fajne były wszystkie powitania po każdym z etapów,

w każdej z miejscowości do której przyjechaliśmy
-mówi wzruszony Michał.

Jarosław Brzozowski wspomina oberwanie chmury na trasie przed Łodzią:

-Jeszcze rano, przed wyruszeniem w drogę, sprawdzaliśmy pogodę i wiedzieliśmy,

że może nas złapać deszcz – opowiada.

-Faktycznie trochę nas na trasie przemoczyło, ale 5 km do ośrodka, w którym spaliśmy,

zaczęła się straszna ulewa.

Ponieważ i tak byli już mokrzy, zapadła decyzja, że nie przerywają rajdu,

ale będą jechać dalej.

-Michał miał okulary, ponieważ bez nich bardzo słabo widzi.

W tej ulewie one stały się jednak bezużyteczne.

Nic nie widział.

(Jarek):Powiedziałem mu wtedy, że będę jechał obok i mówił mu, kiedy ma skręcać,

kiedy omijać dziury.

Jechaliśmy szybko, bardzo byliśmy już wychłodzeni i zmęczeni.

Potem Michał powiedział mi, że już wie, jak to jest być niewidomym.

Przeżył to przecież na trasie

W ośrodku była szybka kąpiel, herbata z cytryną,

spotkania z gospodarzami i mieszkańcami.

Często rowerzystów witali burmistrzowie czy wójtowie.

- Na każdym kroku spotykała Nas ogromna gościnność i życzliwość.

W wielu miejscach czekały na nas wspaniałe torty - opowiada organizator.

- Chyba przez te słodkości niewiele schudliśmy - śmieje się Michał. - Ja tylko 1,5 kg.

Na trasie dołączali do nich inni rowerzyści. Dzielili się wtedy na grupy,

by kolumna, w której jadą nie przekraczała liczby 15 osób, aby kolumny były bezpieczne.

Kryzysy na trasie oczywiście się pojawiały.

Bywało, że wyczerpanym kilkudziesięciu kilometrową trasą rowerzystom „odcinało prąd”.

Wtedy ratowali się np. energetycznymi batonami,
albo kawałkiem tortu, który wcześniej dostali.

Bywało, zwłaszcza na ostrych podjazdach w Tatrach, że jeden musiał pomagać drugiemu.

Finał i plany.

Na mecie czekała na Michała uroczysta feta.

Choć był potwornie zmęczony, szczęśliwy udzielał wywiadów i pozował do zdjęć.

Wszystkim mówił, że życie jest piękne i warto pokonywać trudności.

Po rajdzie dwa dni odpoczywałem, a potem znów wsiadłem na rower.

Ból nóg minął.

Wróciłem też na rehabilitację do Bielska-Białej.

Już planuję kolejne przedsięwzięcia,

między innymi udział w

Mistrzostwach Polski w Kolarstwie Szosowym Niepełnosprawnych

-zdradza Michał.


Jarosław Brzozowski zapowiada także, że przygotowują się do

podróży rowerowej po Europie.




Oto krótkie nagranie zrobione przez telewizję TVN na mecie naszej pierwszej akcji.
nad"Morskim Okiem".





Kilka zdjęć z wyprawy:













Utwór "Bryndza-Jadymy" został wybrany jako hymn akcji
ponieważ słowa tak dobitnie oddają atmosferę i waleczne nastawienie Michała,
że żaden inny utwór nie oddaje tak dosadnie odczuć,
które towarzyszą Michałowi od dnia, w którym utwór ten usłyszał.
Ma do niej jeszcze większy sentyment, bo gdy będąc na koncercie tej grupy
w Cieszynie usłyszał ten utwór ze specjalną dedykacją od całej grupy dla jego samego!


OTO I ON:



A całe przedsięwzięcie udało się zrealizować dzięki finansowemu wsparciu:



















pokonacsiebie.com